"Dasz radę, mamo, bądź dzielna"

Teoria Wielkiego Wybuchu, czyli jestem mamą pierwszaka

No i stało się. Kariera przedszkolna zakończona, czego uwieńczeniem była moja rola Czerwonego Kapturka w teatrzyku rodzicielskim. Słowem nie pisnęłam, że bardziej widzę się w skórze Wilka.

Dałam się więc zjeść w imieniu wszystkich matek roniących łzy wzruszenia na widok swoich dorosłych, już nie przedszkolnych dzieci. Zdejmując czerwoną pelerynę trzeba mi było przywdziać kolejną szatę. Stałam się mamą dziecka szkolnego. Rola to zupełnie nowa i znów nikt nie zapytał czy może wolę zagrać dyrektora. Nie było castingu, a scenariusz dopiero się pisze. Za chwilę wchodzimy na scenę – będzie improwizacja. Szczęśliwie, był czas na niewielkie przygotowania. Nie mam tu na myśli pogoni za piórnikiem i plecakiem z motywem Avengersów. Dwa miesiące oswajania się z nową rzeczywistością. Kurczę, jeszcze wczoraj była tak strasznie odległa! Lata świetlne dzieliły nas od tych wszystkich 1 wrześniów!

Beztroskie wakacje minęły tak szybko, jakby były zaledwie lekko wydłużonym weekendem. Podobnie jak ostatnie siedem lat życia. Ratunku! Dopiero co położono mi go na piersi i po raz pierwszy spojrzeliśmy sobie w oczy… Mój syn jest pierwszoklasistą… Fantastycznie! 🙂

I nastąpił Wielki Wybuch. Z bardzo gęstej i gorącej osobliwości początkowej wyłonił się Wszechświat. Z pierwszych lat życia, w których niemal każdą chwilę spędzaliśmy razem, z czasu przepełnionego błogą bliskością, całkowitą zależnością dziecka od naszych rodzicielskich ramion, zrodziła się dla niego ogromna przestrzeń, wielka życiowa przygoda. Droga do samodzielności i poszukiwania odpowiedzi na własną rękę.

Według współczesnej kosmologii, utożsamianie Wielkiego Wybuchu z eksplozją jest niefortunne, gdyż nie polegał on na ekspansji w pustej przestrzeni, lecz właśnie na rozszerzeniu się owej przestrzeni. Myślę, że fizyka ma wiele wspólnego z rodzicielstwem 😉 Przede wszystkim, nikt nie wie lepiej niż my, na czym polega grawitacja. Czy próbowaliście kiedyś policzyć wszystkie talerze z zupą zrzucone na parkiet? Albo obliczyć zawrotną, zwalającą z nóg prędkość, z jaką wpadało na was to małe stworzenie, gdy odbieraliście je z przedszkola? Powiadam, fizyka czerpie z naszych doświadczeń, obserwuje naszą szaloną codzienność i robi skrzętne notatki.

Jak więc jest z tym rozpoczęciem szkoły? Co z punktu widzenia fizyki, to znaczy rodzica, dzieje się wtedy ze Wszechświatem? Otóż, wbrew zdrowemu rozsądkowi, nic tu nie wybucha. Nic się nie spala i nic nie skrapla (może poza wytężoną pracą kanalików łzowych wzruszonych mam pierwszoklasistów). Tu się, moi drodzy, rozszerza przestrzeń! Tu się powiększają horyzonty! Dziecko wchodzi na wyższy level (świadomości siebie i świata, którego jest częścią), a Ty rodzicu obserwujesz, jak rośnie i dojrzewa i jak niesamowicie otwiera się przed nim wszystko Nowe! Uczucie tak nieziemskie, emocje tak intensywne, że… nic, tylko wybuchnąć!

„Dasz radę, mamo, bądź dzielna” – żartował ze mnie Tymek pierwszego dnia w szkole. Czuje się tu wspaniale. Czuję się tu wspaniale!

0 Komentarzy

Zapraszamy do komentowania :)

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.