Wiecie już, co robić? No to do dzieła!

Rodzic wraca do formy: w poszukiwaniu utraconej kondycji

Próbowaliście wiele razy. Tysiąc podejść i tyle samo porażek. Za każdym razem to samo – po kilku dniach, czasem tygodniach ćwiczeń przychodzi zniechęcenie, entuzjazm wyparowuje i rezygnujecie z dalszych starań. Czy jest sens próbować tysiąc pierwszy raz?

Jeśli w Waszym garażu od lat zalegają gadżety i przyrządy do ćwiczeń, a niektórych nawet nie zdążyliście wypakować, jeśli wszystko pokrywa sterta kurzu i imponująca plątanina pajęczyn – sytuacja nie jest beznadziejna!

Jeśli „zaliczyliście” większość okolicznych klubów fitness, byliście w posiadaniu kart abonamentowych do paru siłowni i owszem, nawet przez pierwszy miesiąc zdarzyło Wam się tam zajrzeć, ale potem… jakoś nie było Wam po drodze i tylko żałujecie wydanych pieniędzy – sytuacja nie jest beznadziejna!

Być może postanowiłyście od poniedziałku ćwiczyć w domu z Chodakowską, ale ten poniedziałek (nie wiecie jak to się dzieje) wciąż nie chce nadejść  – nadal jest nadzieja!

Podobnie, jeśli kupiliście sztangę i po tygodniu zaczęła robić za blokadę do zepsutej szafy na narzędzia – nie pękajcie!

#czasnazmiany

Oto nasze sposoby na to, by to tysiąc pierwsze podejście zaprowadziło Was do celu. Co to za cel? Ano taki, byśmy my – rodzice znów dobrze czuli się w swojej skórze!

Są to sposoby, które od jakiegoś czasu – z efektami – praktykujemy, testujemy na sobie po to, by przekazać Wam tylko sprawdzone i realne dla nas – rodziców rozwiązania 🙂

Bo przecież wiemy jak jest: zakładając rodzinę często zakładamy przy okazji, że „my to na pewno tak szybko się nie zestarzejemy i nie stracimy kondycji, tak jak ci albo tamci. Z nami będzie inaczej, bo… bo mamy lepszą przemianę materii i… i matę do ćwiczeń!” Niedługo potem BACH! Rzeczywistość echem odbija się od naszych fałdek 😉

To guzik prawda, że rodzicielstwo to jedna wielka zmiana. Nie wiem kto powiela te brednie! Rodzicielstwo, moi drodzy, to cała masa tych zmian, a dotyczą one w równej mierze naszych możliwości czasoprzestrzennych (a raczej braku tych możliwości), co naszego wyglądu. Rodzic bowiem prawie zawsze staje się z czasem coraz bardziej okrągły, co prawdopodobnie wynika z tego, że od czasu narodzin pierwszego dziecka, wszystko robimy na okrągło: gotujemy, pierzemy, prasujemy, przewijamy, karmimy, usypiamy, kąpiemy, odprowadzamy do przedszkola, odbieramy z przedszkola, zawozimy do szkoły, spóźniamy się z odbiorem ze szkoły etc. etc. Żeby jednak oddać sprawiedliwość, są wśród nas takie jednostki, których owe okrągłości i fałdki nie dotyczą. Nie wiemy jak to robią, ale mamy podejrzenie, że zamiast zwykłymi posiłkami i resztkami po dzieciach, karmią się zazdrosnymi spojrzeniami innych rodzicieli, którzy mają trochę bardziej pod górkę. Górki, okrągłości, wybrzuszenia, górki, okrągłości, wybrzuszenia, górki… DOŚĆ! Stanowczo odmawiamy kontynuowania tego tematu! Jesteście z nami, prawda?!

Do boju rodzicu!

1. Jest zima? nic nie szkodzi! Owszem, są hardcorowcy, którzy uprawiają jogging nawet przy zawiejach i zamieciach. Ale my nie z tych, prawda? 😉 Jedno jest pewne: nawet zimą nie musimy bezradnie patrzeć, jak tłuszczyk coraz śmielej przejmuje dowodzenie w naszym ciele! Nie musimy czekać do wiosny, kiedy to planujemy wyciągnąć z piwnicy rowery. Czy zimą też można dbać o kondycję? No jasne! Zaraz powiemy Wam jak!

2. Na początek głos zdrowego rozsądku: należy absolutnie zapomnieć o wszelkich kartach członkowskich, abonamentach, karnetach i innych tego typu zjadaczach pieniędzy i usypiaczy wyrzutów sumienia. Oj, znamy ten błogostan, w jaki wpada rodzic zaraz po wykupieniu takiego karneciku… poziom samozadowolenia wynosi go na wyżyny (przy tym zdobycie K2 zimą to pikuś!) i z lubością ogląda ten dowód zakupu, tak pięknie wypełniający przegródkę w portfelu! Nie bardzo wychodzi mu jednak wyciąganie tej plastikowej namiastki swego dawnego/upragnionego „ja”. Nie użyje jej nigdy lub skorzysta kilka razy, ale już bez większego entuzjazmu, podświadomie kombinując, czy da się tę kartę klubową wystawić na allegro. To nie ma sensu. Owszem, fantastycznie jest wygospodarować dla siebie czas na regularne wyjścia na basen, siłownię czy zajęcia fitness. Nawet bycie rodzicem nie sprawia, że jest to nieosiągalne. Ale kierowani naszymi doświadczeniami, radzilibyśmy Wam zacząć nieco inaczej. Na te karnety przyjdzie jeszcze czas. Chyba, że macie go w nadmiarze (jaaaaasne…)

Co zamiast karnetów?

To Wasze mieszkanie jest najlepszą salą treningową! To tu najprościej się zmobilizować i z samego rana lub wieczorem, kiedy dzieci już śpią, wyciągnąć matę, steper, hula-hoop, czy skakankę (wersja dla mam), albo położyć się na ławeczce i wycisnąć z siebie siódme poty, podnosząc sztangi i inne ciężary (wersja dla nie-mam, czyli tatusiów). W zaciszu własnego domu nie musisz martwić się, że jesteś w spranym dresie i nie masz markowego stroju, jak dziewczyny spotkane kiedyś na zajęciach z pilatesu. Do tej pory nie możesz pojąć, po co te szczupłe istoty przychodzą na te ćwiczenia, prawda? 😉 Ja mam swoją teorię: otóż ich celem życiowym jest drażnienie pozostałych przedstawicielek swojego gatunku, które częściej podnoszą porozrzucane klocki lego, walające się po podłodze, niż hantelki, czy inne tego typu historie.

We własnym domu poczujecie się bardziej komfortowo. Nie stracicie czasu na dojazd, a prysznic będziecie mieć tylko dla siebie. Zamiast inwestować w karnety i łudzić się, że będziecie z nich regularnie korzystać, ulokujcie te pieniądze w sprzęt do ćwiczeń, który zostanie już w Waszym domu. Nie każdy z nas ma oczywiście miejsce w mieszkaniu i budżet na własną bieżnię, ale mały stepper, skakanka, czy hula-hoop z wypustkami (ależ to boli, no!) to już niewielki wydatek, a ćwiczenie z nimi nie wymaga dużej przestrzeni. Najfajniejsze w tym rozwiązaniu jest to, że do treningu możecie podejść o dowolnej porze dnia i nocy, niezależnie od godzin otwarcia lokalu 🙂

3. Jeśli jednak macie możliwość ustalenia stałej pory ćwiczeń, koniecznie z niej skorzystajcie! Są bowiem dzieci (podobno tak jest!), które zasypiają o stałej porze i przesypiają całą noc. No moi drodzy, jeśli Bóg aż tak Wam pobłogosławił, to grzechem byłoby nie skorzystać! A może pracujecie z domu i po odwiezieniu dzieci do szkoły, możecie sobie pozwolić na 30-40 minut ćwiczeń w pustym (o jak błogo!) mieszkaniu? – korzystajcie! Dobrze jest w ten sposób zacząć dzień… daje to niesamowitego „kopa” do całej reszty dnia! Dobrze wiemy, jak kusi rano to jeszcze nie pościelone łóżko, kiedy to szkolniaki, przedszkolaki i inne zakłucacze ciszy są poza domem… Trzeba jednak wykrzesać z siebie resztki silnej woli (zaraz, jakiej woli?) i zamiast obejmować Morfeusza, objąć z samego rana gałki domowego orbiterka.

4. A propos orbiterka, naprawdę bardzo Wam go polecamy! Nie jest to wściekle drogi przyrząd, nie zajmuje jakoś strasznie dużo przestrzeni, a okazuje się być niezłym wyciskaczem siódmych potów! Mamy takie ustrojstwo w naszym salonie, a oddała je nam nasza kuzynka, której przez parę lat służył za wieszak na ubrania 😉 Oczywiście, że się do tego kapitalnie nadaje! Ale jeszcze lepiej się sprawdza do regularnych ćwiczeń przy ulubionym serialu 🙂 Zachęcamy, byście zastanowili się na zakupem tego całkiem zgrabnego „żelastwa”.

Korzystamy z niego oboje: ja i Seweryn. Wyobraźcie sobie, że nawet Tymek często po powrocie ze szkoły wskakuje na „orbitę” i świetnie się bawi, trochę przy okazji ćwicząc (klasyka gatunku: przyjemne z pożytecznym!). Opowiem Wam pokrótce o kilku zaletach tego urządzenia:

  • Jak na tego typu sprzęt, jest stosunkowo niedrogi (ceny zaczynają się od 350 zł)
  • Nie zajmuje dużo miejsca, a ponieważ jest dość lekki, łatwo go przestawiać
  • Większość modeli ma zamontowany monitorek, pokazujący czas ćwiczeń, tempo i ilość spalonych kalorii. Chyba, że trafi Wam się taki trefny model, który komunikuje wyłącznie przeciągłe „Err”. A ja mu na to „Wrr”,  zwłaszcza w ostatnich minutach treningu, wściekając się, że jeszcze całe pięć minut! Chyba, że włączę „The Crown” na Netflixie, bo wtedy czas przestaje istnieć i – rzecz niesłychana – w ogóle się nie męczę! Tak, wiem, że każdy odcinek serialu trwa całą godzinę. Nie, nie ćwiczę przez cały film i nie, nie wyłączam go, jak kończy się czas ćwiczeń 😉
  • Orbiterki mają zawsze pokrętło z możliwością nastawienia takiego trybu „trudności”, jaki nas najbardziej zadowala. Okeeej, nie przesadzajmy z tą opcją light, mamy wzmacniać kondycję i gubić te hmm… zbędne kilogramy, hello!
  • Jeśli – tak jak ja – macie problematyczny kręgosłup, to ćwiczenie na tym urządzeniu będzie dla Was idealne (zalecenie mojego neurologa). Rzeczywiście, czuję, że moje plecy się wzmocniły i coraz rzadziej zdarzają mi się bóle lędźwiowe.
  • Trening na orbiterku łączy w sobie zalety wysiłku kardio i ćwiczeń siłowych. Dwa w jednym to jest to, co lubimy!
  • Taki jest zgrabny i czarny, ładnie zlewa się z kolorem mebli, a w chwilach wolnych od pracy, cudownie powiększa dostępną w domu przestrzeń na suszenie prania! Czegóż chcieć więcej?
  • Żarty żartami, ale podczas regularnych ćwiczeń (4-7 dni w tygodniu) trwających 30-60 minut NAPRAWDĘ SZYBKO pojawiają się efekty! Sylwetka coraz piękniej się modeluje, skóra ujędrnia i – co najważniejsze – obwody lecą w dół. Ale frajda!

5. A co dla facetów? Warto zainwestować w ławeczkę do ćwiczeń (ceny zaczynają się od 130 zł) oraz sztangi (koszt zestawu – od 230 zł), ale nie jest to absolutnie konieczne, możecie w mieszkaniu po prostu wykonywać klasyczne brzuszki i pompki, dzięki którym świetnie rozbudujecie mięśnie brzucha, klatki piersiowej, barków, ramion i tułowia. Zaletą tych ćwiczeń jest to, że można je wykonywać dosłownie wszędzie i są niezwykle skuteczne. Seweryn poleca również uchwyty do pompek (ok. 30 zł), które powodują, że proste ćwiczenia stają się jeszcze bardziej efektywne.

Należy jednak pamiętać, że ćwiczenia obciążeniowe to nie wszystko, obok nich równie ważny jest trening kardio: idealna jest jazda na rowerze i bieganie, a zimą można korzystać z orbiterka żony 😉

6. Macie naprawdę ciasne mieszkanko i za Chiny Ludowe nie ma szans na wciśnięcie tego orbiterka / rowerka (nie no, o bieżni nikt tu nie wspomina…)?

Nie ma problemu! Rozwiązaniem jest nie tylko mata i ćwiczenia z Chodakowską, czy popularna Tabata (bardzo intensywne ćwiczenia z powtórzeniami, trwające 5-10 minut), ale też piłka fitnessowa (fitball), skakanka, hula-hoop z wypustkami, mały stepper, czy choćby niewielkie hantelki. Wspomagać się więc można na różne sposoby: hantle w razie braku kasy zastąpić butelkami z wodą, a zamiast stepa do aerobiku, ćwiczyć ze zwykłą skrzynką. Dla chcącego nic trudnego! Chcemy Wam po prostu powiedzieć, że te wszystkie gadżety do ćwiczeń są naprawdę fajne i rzeczywiście ułatwiają treningi, a większość z nich można dostać za rozsądną cenę, ale nie są one konieczne, można zrezygnować z nich zupełnie i ćwiczyć zwykłe pompki, pajacyki, przysiady itp. – to musi być Wasz wybór, i to taki, który sprawi Wam największą frajdę.

Najważniejsze jest jedno: nie poddawać się, nie rezygnować, choćby nie wiem co, walczyć wytrwale o tę swoją kondycję i powrót do świetnej formy / pięknej sylwetki. W zdrowym ciele zdrowy duch i na pewno znacznie bardziej szczęśliwy!

7. To oczywiste, ale chyba bym nie mogła spać po nocach, gdybym tego nie dodała 😉 Pamiętajcie o piciu dużej ilości wody! Przynajmniej 2 litry dziennie, ok? To mega ważne. Zdrowa, zbilansowana dieta i niepodjadanie między posiłkami, rezygnacja z cukru (no, z małymi wyjątkami na ciasto u teściów…), ostatni posiłek 3 godziny przed snem – to kolejne oczywistości, które musimy sobie zaprogramować w głowie. Bez tego cały nasz wysiłek z ćwiczeniami pójdzie w las. Wiem, ja też wolałabym pożreć tonę lodów, w ramach nagrodzenia samej siebie za każde 30 minut ćwiczeń. Ale nie i koniec! Poza małymi wyjątkami na specjalne okazje lub np. w każdą niedzielę mały deserek po obiedzie – i nic ponadto. Jak już z powrotem wciśniemy się w ten rozmiar 36, to pogadamy 😉 Przypominam, że w ramach cyklu #czasnazmiany, na naszym blogu dzielimy się z Wami przepisami i listami zakupów na zdrowe posiłki dla całej rodziny – korzystajcie śmiało: KLIK!

8. Wydrukujcie i powieście na drzwiach od sypialni swój własny PLAN TRENINGOWY: dla niego i dla niej. Nic tak nie motywuje, jak chęć wyprzedzenia współmałżonka / partnera w ilości odhaczonych ćwiczeń w danym tygodniu!

9. Od czasu do czasu, np. w weekendy, fajnie jest zaprosić dzieci do wspólnych ćwiczeń całą rodziną! Tylko niech intensywny trening kardio nie zamieni się zbyt szybko w tarzanie się po dywanie i skakanie po łóżku 😉

10. Po zimie jest wiosna! A potem lato i jesień (mieliście pojęcie?!). Dlatego wraz z pierwszymi podrygami najpiękniejszej pory roku, gdy wszystko budzi się do życia, my nie będziemy musieli się budzić! Z dobrze wypracowaną w zimowym czasie kondycją, bez trudu i żadnego ociągania, w kwietniu wskoczymy na rower i/lub założymy buty do biegania, by ciasną przestrzeń naszych salonów zamienić na bezkres świata zewnętrznego. Pamiętajcie, nie jesteście miśki, żeby zimą zimować!

 To jak? Wystarczająco zmotywowani? Wiecie już, co robić? No to do dzieła! Dołączcie do nas: rodzice wracają do formy! Zima, nie zima – bierzemy się do roboty, bo przecież #czasnazmiany!

8 Komentarzy

  • Weronika

    Łał, ja właśnie mocno się zastanawiam nad tym orbiterkiem! mówicie, że warto? I dzięki za ten wpis! jesteśmy z Łukaszem 8 lat po ślubie a od 4 lat jesteśmy rodzicami i rzeczywiście mocno zapadliśmy w sen zimowy 😉 bierzemy się za siebie!

    Marzec 4, 2018 - 4:53 pm
    • Motorodzinka.pl

      Weronika, Łukasz – FANTASTYCZNIE! Powodzenia i dajcie czadu! 🙂 Co do orbiterka, to… już prawie członek rodziny 😛

      Marzec 4, 2018 - 4:54 pm
  • Agniecha

    No doooobra, skoro mówicie, że to działa… 😀 no to od jutra! ps. fajnie się Was czyta! 🙂

    Marzec 4, 2018 - 5:38 pm
    • Motorodzinka.pl

      <3 <3 <3

      Marzec 4, 2018 - 5:39 pm
  • Benia

    tylko żebym Cię poznała, jak Cię znów zobaczę 🙂

    Marzec 4, 2018 - 7:34 pm
    • Motorodzinka.pl

      😀 rozpoznasz mnie po mężu, synu i czapce w kratkę 😉
      Dorota

      Marzec 5, 2018 - 5:06 pm
  • Monika

    Muszę Wam powiedzieć, że od bardzo długiego czasu zmagałam się z problemem nadwagi. Ciągle brakowało mi motywacji do diet. A że studiowałam Nauki o żywieniu człowieka i konsumpcji to wszelkie zasady zdrowego żywienia mam w małym paluszku. Udało mi się wywalczyć czas na zumbę (dwa razy w tyg już od ok 2 lat) ale nie mogłam zmusić się do porzucenia moich ziemniaczków, cukru, słodyczy i tego co najlepsze 🙂 Aż w końcu mój Mąż zmotywował mnie do zdrowego odżywiania. On ze względu na problemy zdrowotne zrzucił ok 13kg by lepiej funkcjonował organizm. W chudnięciu bardzo pomogła mu darmowa apka na telefon FITATU. Jest to program, który liczy kalorie z tego co zjedliśmy (ogromna baza produktów i możliwość dodawania swoich) oraz pokazuje ile kalorii można zjeść by dotrzeć do wymarzonego celu. Jedyne co trzeba mieć to wagę kuchenną by ważyć produkty. Na początku myślałam, że mój Mąż wpadł w jakiś obłęd ważąc wszystko co ląduje na talerzu, że tak nie da się funkcjonować. Przekonałam się jednak, że to bardzo pomocny program. Korzystam z niego ok miesiąc i już na wadze 4kg mniej.

    Marzec 5, 2018 - 5:05 pm
    • Motorodzinka.pl

      Monika, dziękujemy za Twoje cenne uwagi! Wielkie brawa za konsekwencję! A i apkę chętnie sprawdzimy! <3

      Marzec 5, 2018 - 5:08 pm

Zapraszamy do komentowania :)

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.