"Warto postawić wszystko na życie z pasją i z pasji"

Pasja vs. presja: czy warto ścigać się ze szczurami?

„Mamo, a ty w szkole jakie miałaś pasje?” – zapytał mnie niedawno syn. Właśnie rozpoczął naukę w pierwszej klasie i po raz pierwszy musiał wybrać coś „tak na serio”.

Spośród całej gamy szkolnych zajęć dodatkowych, pozwoliliśmy Tymkowi zdecydować co chce robić po lekcjach. Staraliśmy się przy tym uzmysłowić mu, że nie musi robić nic na siłę, że w każdej chwili będzie mógł zmienić zdanie, ale jednocześnie tłumaczyliśmy, że warto dokonywać przemyślanych wyborów, zastanowić się na spokojnie czego się pragnie i czy rzeczywiście chce poświęcić temu swój czas i siły. Mówiliśmy o tym, że dobrze jest być konsekwentnym w swoich decyzjach, nie poddawać się przy pierwszych trudnościach, jakie na pewno prędzej czy później się pojawią. Bo przecież żaden szanujący się rycerz czy żołnierz nie ucieka z placu boju 😉

Pasje rodzą się w wolności

Jeszcze zanim się urodził Tymek, często rozmawialiśmy z Sewerynem o tym, jak ważne jest odkrywanie w dziecku tego, co go fascynuje i pielęgnowanie tego w miarę naszych możliwości. Za żadne skarby nie chcieliśmy przegapić żadnej z iskierek, które mogły przerodzić się w coś więcej. Oczywiście nie chodzi o to, by się w tym zatracić i podążać za każdą zachcianką dziecka. Nie na tym polega wychowanie. Dziecko powinno się uczyć, że nie może mieć wszystkiego na zawołanie, i że w życiu nie zawsze otrzymujemy wszystko, czego tylko zapragniemy. Chodzi raczej o uważne obserwowanie swojego dziecka, o podążanie za jego zainteresowaniami, pomaganie mu w ich rozwijaniu. Co to będzie? – zastanawialiśmy się jeszcze zanim postawił pierwsze samodzielne kroki. Obiecaliśmy sobie jednocześnie, że przenigdy nie będziemy mu narzucać swoich własnych, czasem niezaspokojonych pragnień. Jeśli wybierze rysunek, nie będziemy go zmuszać do wyboru zajęć z robotyki, bo to „bardziej rozwojowe”. Pasja rodzi się tylko w wolności. Z wielką radością obserwujemy objawiające się z czasem zainteresowania Tymka. Tam, gdzie możemy go wesprzeć, razem z nim poszukać informacji, przeczytać książkę, obejrzeć film, czy wybrać się na jakąś wystawę, staramy się to robić. Uczymy go, że pasje warto pielęgnować, rozwijać i za nimi podążać.

Tymek już w przedszkolu miał smykałkę do piłki nożnej, zapisaliśmy go więc na sobotnie zajęcia w szkółce piłkarskiej ciesząc się, że rozwinie się sportowo. Gdy pojawiły się pierwsze trudności i zniechęcenie, spokojnie to przeczekaliśmy, zachęcając syna do wytrwałości i częściej wychodziliśmy razem trenować na podwórko. To była dla niego świetna lekcja. Uczył się też posłuszeństwa wobec trenera, co było sporym wyzwaniem, podobnie jak nauka przestrzegania zasad i współpracy w drużynie. Te zajęcia mocno szlifowały jego charakter.

W wieku trzech lat Tymek po raz pierwszy zetknął się „namacalnie” z rycerstwem i dosłownie przepadł… – Normalne, trzylatki zawsze lubią pomachać sobie szabelką i nosić strój rycerski – słyszeliśmy. Ale mieliśmy przeczucie, że na tym nie koniec. Nie pomyliliśmy się. Dziś, po czterech latach od tamtego pikniku historycznego w warszawskim Parku Bródnowskim, całą rodziną wyszukujemy podobnych wydarzeń rozsianych po kraju, czytamy dziesiątki książek o rycerstwie, husarii i całej historii Polski, zwiedzamy zamki, muzea i oglądamy inscenizacje. Ogromna pasja Tymka do rycerstwa i dziejów naszego kraju okazała się dla nas zaraźliwa! Dziś uwielbiamy wspólnie zwiedzać miejsca historyczne, czy opowiadać synowi o jego pradziadkach, którzy walczyli – jeden u boku Piłsudskiego, a drugi w armii gen. Andersa. Nasze rodzinne podróże niemal zawsze zahaczają o miejsca związane z historią.

Dziecko zasługuje na prawdę

Muszę przyznać, że gdy Tymek miał 4-5 lat, nierzadko spotykaliśmy się z komentarzami „jak to możliwe, że takiemu małemu dziecku opowiadamy o wojnach, powstaniach i rzeczach, na które przecież nie jest jeszcze gotowy?!”. Tymczasem wierzymy, że jeśli dziecko samo zadaje jakieś pytanie, trzeba je potraktować poważnie, bo zasługuje na prawdę. Oczywiście, Tymek nie poznał jeszcze całej historii. Nie wie o Auschwitz i Katyniu, nie zna tych najbardziej drastycznych szczegółów, bo na to przyjdzie jeszcze czas. Ale nasze dziecko ma w sobie dużą wrażliwość na polskość, szanujemy to i pomagamy mu tę pasję rozwijać. Niedawno, podczas pikniku historycznego, zorganizowanego przez chorągiew rycerską z naszego miasta, nasz młody pasjonat dziarsko podszedł do jednego z rycerzy i oznajmił, że wie, że do bractwa można wstąpić dopiero jak się skończy 16 lat, ale jakby zmienili zdanie, to on już jest gotowy 🙂

Pasje kształtują osobowość, w naturalny sposób „wymuszają” ciągły rozwój, podejmowanie wciąż nowych wyzwań. Pasje uczą samodyscypliny, a w wieku dojrzewania zajmują młodemu człowiekowi czas, chroniąc go przed nudą i niepożądanymi zachowaniami. Dzięki pasjom znajdujemy swoje własne źródła energii, już w życiu zawodowym pozwalają nam one uniknąć wypalenia, są nasza odskocznią, wzmagają zadowolenie z życia i czasem przeradzają się w nasz sposób na życie. Dla mnie i Seweryna pasja stała się pracą. Zrezygnowaliśmy z etatów w medialnych wydawnictwach na rzecz życia na co dzień tym, co kochamy. Nie jest to recepta na łatwy sukces, raczej mozolnie i z trudem budowana droga do samorealizacji. Ale każdego dnia przekonujemy się, że było warto postawić wszystko na życie z pasją i z pasji.

Czy wyścig szczurów ma zwycięzców?

Dlatego nasze dziecko nigdy z naszej woli nie wystartuje w żadnym wyścigu szczurów, a my nie staramy się zapełnić mu tygodniowego planu zajęć wszystkimi atrakcyjnymi ofertami, jakie oferuje szkoła i ani myślimy wyszukiwać mu dodatkowych, pozaszkolnych „zapychaczy czasu”, by już teraz „budować jego CV”. Jeśli zainteresuje go coś nowego, zrobimy co w naszej mocy, by mu umożliwić zgłębienie tematu i sprawdzenie czy to rzeczywiście go pociągnie. Tymczasem Tymek wybrał tylko kilka szkolnych zajęć dodatkowych i ochoczo przystał na naszą propozycję, by pozostały wolny czas przeznaczyć na zabawę z kolegami i przebywanie na podwórku.

TO RÓWNIEŻ MOŻE CI SIĘ SPODOBAĆ

2 Komentarzy

  • Ania

    „By nigdy nie zaglądało w cudzy talerz po to, by sprawdzić czy ktoś ma może lepiej i więcej niż on, ale po to, by sprawdzić czy komuś czegoś nie brakuje. ” Pięknie i mądrze napisane. Przyjemnie się czyta Waszego bloga, z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Styczeń 23, 2018 - 6:26 pm
    • Motorodzinka.pl

      Dziękujemy ślicznie :*

      Styczeń 23, 2018 - 6:27 pm

Zapraszamy do komentowania :)

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.