"Przecież możemy to zrobić sami!"

Dziennik podróżnika (prezent dla młodego obieżyświata)

Już kliknęłam „zamów”, już wybierałam sposób dostawy, ale nagle przyszła refleksja (a raczej mąż z refleksją na ustach) – przecież możemy to zrobić sami!

Z duszą na ramieniu anulowałam internetowe zamówienie na śliczny, personalizowany „Dziennik podróżnika”. Okeej, faktycznie to, że chcieli nadrukować imię Tymka na okładce, nie czyni jeszcze tego zeszyciku za około 6 dyszek naprawdę personalizowanym. No bo personalizować to coś możemy, jak nieco o danej personie jest nam wiadome. A co oni tam mogą wiedzieć o naszym Tymku. No, chyba, że czytają naszego bloga 😉 Tak, czy inaczej anulowanie wyżej wspomnianej przesyłki uruchomiło lawinę fajnych rzeczy.

– Po pierwsze, zaoszczędzone pieniądze mogliśmy odłożyć na bilety do kina

– Po drugie, pokazaliśmy synowi, że nie warto zawsze sięgać po gotowce, a bycie kreatywnym i samodzielnym jest super fajne

– Po trzecie, spędziliśmy rodzinką miło razem wieczorek, robiąc coś wspólnie

– Po czwarte, była to okazja do przejrzenia kilkudziesięcio gigabajtowego archiwum zdjęciowego naszego dziecka, w poszukiwaniu ilustracji nadających się na okładkę „dziennika”.  Zabawa przy tym była przednia! – zwłaszcza podczas oglądania filmiku z pewnym szkrabem, męczącym się podczas unoszenia własnej główki – No dawaj mały, dawaj! – krzyczał duży Tymek do tego mniejszego…

– Po piąte, mieliśmy nie lada okazję do pogłębionej rozmowy na temat poczucia estetyki, jakże różnego u każdego z nas 😉

– Po szóste, zmusiło to nas do poszukania kompromisu tak, by ostatecznie każdy był zadowolony z końcowego efektu. Udało się uniknąć większej wojny. Z trudem. Się udało.

– Po siódme, no fajnie nam to wyszło, no! Zresztą zobaczcie sami:

Za kilka dni nasz pierwszoklasista wyjeżdża w góry, na Białą Szkołę. Tydzień narciarskiego szaleństwa, cudownej zabawy i wielkiej przygody! Wiadoma sprawa, że do tego potrzebny jest taki „Dziennik podróżnika”, w którym dziecko będzie mogło zapisywać, bazgrać, wklejać, wyrywać i Bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze – wszystko, co uda mu się zapamiętać, zgromadzić i potem przelać to na kartki dziennika, by stworzyć jedyną w swoim rodzaju opowieść o wyprawie. Że też nie pomyśleliśmy o tym wcześniej! Już kilka stronic mógłby zapisać naszymi motorodzinkowymi przygodami, ale nic to, najwyżej uzupełni zeszyt z czasem. Bo wiadomo, że jak chcemy coś zapamiętać, to najlepiej to zapisać. Ileż zdjęć można robić? Taki pamiętnik pozwala nam zaoszczędzić trochę miejsca na dysku…

Jeśli spodobał Wam się nasz pomysł na wykonanie takiego dziennika z podróży (banalnie proste jest, wierzcie mi!), to niniejszym podpowiadamy Wam jak takie cudo własnymi rękoma bez większych nakładów finansowych i czasowych wykonać:

Co jest potrzebne:

– zbindowany zeszyt, najlepiej w kratkę
– 2 odbitki fotograficzne (na przód i tył zeszytu) z wydrukowanym projektem nowej okładki, szersze od zeszytu o ok. 1,5 cm z każdej strony
– dwustronna taśma klejąca
– zwykła, biurowa bindownica

No to do dzieła!

  1. Z tyłu na odbitkach zaznacz linie, do których przyłożysz okładkę zeszytu
  2. Przyklej taśmę dwustronną do spodu odbitek
  3. Odetnij nadmiar zdjęcia od strony bindowania
  4. Zetnij rogi zdjęcia i zagnij brzegi do środka okładki
  5. Po zbindowaniu otrzymujemy gotowy spersonalizowany dziennik
    – Prawda, że proste?

    Co jest potrzebne: – zbindowany zeszyt, najlepiej w kratkę – odbitki fotograficzne, szersze od okładki o ok. 1,5 cm z każdej strony – dwustronna taśma klejąca – zwykła, biurowa bindownica

    Z tyłu na odbitkach zaznacz linie, do których przyłożysz okładkę zeszytu

    Przyklej taśmę dwustronną do spodu odbitek

    Odetnij nadmiar zdjęcia od strony bindowania

    Zetnij rogi zdjęcia

    zagnij brzegi do środka okładki

Przy okazji: na prośbę Pani wychowawczyni, my – rodzice mieliśmy za zadanie przygotować specjalny list, napisany i zaadresowany do swoich dzieci. Taka forma sprytnej motywacji, kiedy pojawi się kryzys tęsknoty i gwałtownej potrzeby zobaczenia rodziców. Ponoć pojawia się zawsze 4. dnia. Coś mi podpowiada, że Tymek takich dni potrzebowałby ze 40, ale na wypadek zbiorowej histerii 😉 i uznając, że to kapitalny pomysł, zabraliśmy się do napisania kilku zdań do naszego syna, które nauczyciele przeczytają mu w odpowiednim momencie. Ileż w tym liście słów zagrzewających do boju! Ileż zachęty i podziwu! Tego tekstu nie zawstydziłby się największy mówca motywacyjny 😀

W ramach niespodzianki, zapakowaliśmy małą czekoladkę i… zresztą zobaczcie sami:


Jak Wam się podoba pomysł na napisanie takiego listu wspierającego dziecko? Dla mnie bomba! Cóż, dzięki szkole nie tylko Tymek uczy się całkiem nowych, mądrych rzeczy 😉 Podrzucam Wam ten pomysł do wykorzystania, zwłaszcza dla rodziców małych wrażliwców. Taki list podobno daje takiego bakcyla, że dzieci z radości i nowych pokładów energii, po jego otrzymaniu zaczynają prawie lewitować. Ja nie wiem, jak nauczyciele to znoszą! Wiem natomiast, że nas czeka cały tydzień cudownej laby… Chwilo trwaj!

4 Komentarzy

  • Karolina W.

    Dziękuję za inspirację, naprawdę super sprawa i już kombinuję jakby tu taki zaprojektować 🙂

    Styczeń 19, 2018 - 9:45 am
    • Motorodzinka.pl

      Bardzo proszę 🙂 Koniecznie działaj z tym dziennikiem i pochwal się nam potem! 🙂

      Styczeń 19, 2018 - 9:48 am
  • Beń

    Po ósme …. też taki poproszę.

    Styczeń 19, 2018 - 1:43 pm
    • Motorodzinka.pl

      🙂 taka najprawdziwsza satysfakcja jest dopiero przy… samodzielnym wykonaniu 😀 Trzymamy kciuki! :*

      Styczeń 19, 2018 - 11:27 pm

Zapraszamy do komentowania :)

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.